Ocena: 6

Ice Choir

Afar

Okładka Ice Choir - Afar

[Underwater Peoples; 31 lipca 2012]

Moda na lata 80. trwa w najlepsze i słuchając tak udanych krążków jak „Afar”, odwleka się w czasie pytanie, dlaczego miałoby być inaczej? Można powiedzieć, że w swojej metodzie kompozycyjnej Ice Choir zawieszają się gdzieś pomiędzy Violens a The Diogenes Club, choć to oczywiście w żaden sposób nie domyka ich definicji. Ale nakręcanie się w drugą stronę również jest niemożliwe – ciężko bowiem doszukać się w tych przyjemnych kompozycjach większych niż śladowych ilości świeżych patentów, i to nawet czy może właśnie tym bardziej na tle tego, co dzieje się na bardzo bliskich zespołowi poletkach. Ice Choir to sfabrykowane epigoństwo, więc ciut vintage’owej technologii z cover-artu i klipu oczu nam nie zmydli, że to szafowanie wariantami typu Scritti Politti Vol.2, Spandau Ballet ver. 1.5, etc. Inna sprawa, że dla nostalgików nie będzie to miało najmniejszego znaczenia.

Dość powiedzieć, że ten hołd oczywistej stylistyce jest niezwykle sprawny, a miejscami nawet szalenie chwytliwy. W „A Vision Of Hell, 1996”, jednym z faworytów w zestawie, schemat wyjętych z Tears For Fears i lekko podpompowanych przez New Order bitów, przełamują niebanalną linią melodyczną wokalu. Wytrawność głosu Kurta Feldmana nie ma w sobie jednak wiele z George Micheala czy Tony’ego Hadleya - rozedrganie emocjonalne i śpiewy w wysokich rejestrach trzymane są elegancko w ryzach (Limahl? Na pewno Elbrecht). Szkoda tylko, że trzy najfajniejsze utwory następują kolejno po sobie. Otwierający krążek podbijacz serc, czyli „I Want You Now And Always”, zmiękcza śliczną melodią, podszytą wyrazistą partią gitary, która nadaje utworowi trochę cech żywiołu przygody (polecam amatorski klip zmontowany z jakiegoś starego, włoskiego romansu). Gdzieś tam przebija podobieństwo do „So Hard To See” Violens, a zwrotka ma w sobie coś z kruchego piękna „Versailles”, ale to przecież wyłącznie nobilitujące skojarzenia. Trzeci konik albumu to „Teletrips” – podskórnie erotyczne, skradzione bez wątpienia ze składanki typu „Dreamy ballads from the most gay decade”, ale lirycznie pozostające raczej w wymiarze czystej abstrakcji, bo „You are a shapeshifting terror / chasing time around the talking table” to już wyobraźnia surrealna, oprawiona zresztą w bardzo ładne ramki. Dalej nie jest już tak dobrze, ale w żadnym razie nie wpadamy na mieliznę: mocny, basowy synth z „Two Rings”, singla pochodzącego jeszcze z 2011 roku, chciałby się znaleźć na soundtracku do „Beyond the Black Rainbow”, dynamicznie funkujący „The Ice Choir” ma spory potencjał taneczny, a „Peacock in the Tall Grass” mami wyrafinowanymi progresjami wokali. Koleżanka po fachu i autorka jednego z najsympatyczniejszych tegorocznych albumów, Caroline Polachek, również ma tu swoje kilka minut, swoim przeuroczym wokalem domykając album w niemniej uroczym „Everything Is Spoilt By Use”.

Na „Afar” nie trafiają się jakieś wyraźnie słabe momenty, ale cały czas ma się świadomość, że to skóra żywcem ściągnięta z klasyków noworomantycznego sophisti-popu. Nie wspominając już niemal bliźniaczego w kilku aspektach Elbrechta, stanowiącego jednak odniesienie do talentu kompozytorskiego na poziomie co najmniej półkę wyższym, a którego ciężko nie przywoływać przede wszystkim dlatego, że całość wyprodukował. Nie zmienia to jednak faktu, że „Afar” to album, którego świetnie się słucha. I kiedy człowiek już kicha od wirusa retromanii, pojawia się taka skuteczna i miła odtrutka, chociaż, paradoksalnie, są to przecież przebieranki dość nachalne. Ciężko może być więc Ice Choir utrzymać na powierzchni, ale to i tak coś zdecydowanie bardziej zajmującego, niż sympatyczne zanudzanie The Pains Of Being Pure At Heart.

Karol Paczkowski (4 września 2012)

Oceny

Jędrzej Szymanowski: 7/10
Sebastian Niemczyk: 6/10
Średnia z 2 ocen: 6,5/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także